Kolejna wyprawa po Europie. Tym razem 6 dni, w ciągu których zwiedzamy 6 krajów i przejeżdżamy samochodem 4041 km.
Podróż ponownie w dwie osoby. Wyjeżdżamy w piątek, 26 kwietnia 2013 roku po godz. 16:00 z okolic Częstochowy.
Wizy i przygotowania
Rosję chcemy odwiedzić dwa razy - Petersburg i Kaliningrad. Do Białorusi chcemy wjechać na wizę tranzytową - taniej i wygodniej.
Do wyrobienia wiz korzystamy z pomocy biura konsularnego. Na własną rękę wizy wyszłyby nas drożej przez koszty dojazdów.
Dodatkowy problem to fakt, że Częstochowa podlega pod rejon Konsulatu Rosyjskiego w Krakowie,
a w przypadku Białorusi to Warszawa. Po konsultacjach z biurem wnioski wraz ze zdjęciami i paszportami przesyłamy dokładnie
miesiąc przed planowaną podróżą.
Okazuje się, że mimo to dostanie wizy rosyjskiej nie jest takie proste. Musimy tłumaczyć szczegółowo dlaczego chcemy wjechać
dwa razy na terytorium Rosji (tak jakby nie wiedzieli, że Petersburg i Kaliningrad rozdzielają inne Państwa),
wysyłać różne kopie dokumentów (prawa jazdy), rezerwować hotel w Finlandii. To wszystko sprawia, że na białoruską wizę
zostaje nam bardzo mało czasu. Jednak biuro nas uspokaja, że jak strona rosyjska wydała zgodę, to białoruska w przypadku
wizy tranzytowej nie będzie robić problemów. Tak się staje, ale i tak paszporty z wizami musimy już odebrać w biurze w Warszawie.
Za komplet dokumentów (wizy, zaproszenia, opłaty, ubezpieczenia, pośrednictwo), płacimy 970 zł (rosyjska), 240 zł (białoruska).
Rozczarowanie na granicy
Wyjeżdżamy w piątek. Po drodze w Warszawie odbieramy nasze paszporty, wizy i zaproszenia. Do granicy docieramy tuż przed północą.
Cieszymy się, bo nie ma żadnej kolejki. Po przekroczeniu polskiej strony miny nam rzedną. Końca kolejki nie widać, auta nie chcą
się ruszyć, a jak już to robią to po kilka metrów. Tuż przed terminalem białoruskim zastaje nas świt. Trafiamy na zmianę lub przerwę,
w każdym razie przez pół godziny obserwujemy jak strażnicy bawią się z psem, który goni za piłką. Potem wypełniamy masę papierków.
Szczęście nastaje po godzinie 8:30 rano. Po prawie 9 godzinach spędzonych na granicy wjeżdżamy na terytorium Białorusi.
Sobota, 27.04 [dzień 1]
Mamy duże opóźnienie, więc odpuszczamy Brześć i oglądamy go tylko zza okna samochodu. Na granicę z Litwą chcemy dotrzeć przed
zmrokiem, wię do zwiedzania pozostaje nam tylko Mińsk. Po drodze tankujemy auto. W rublach wygląda to groźnie - 8 tys. za litr, jednak
po przeliczeniu na złotówki wychodzi prawie połowę taniej niż w Polsce.

Do Mińska docieramy o godzinie 12:30. Auto zostawiamy na parkingu przy centrum handlowym, które znajduje się pod Placem Niepodległości.
Plac jest duży i zadbany, a dodatkowego uroku dodają mu przygotowania do Dnia Zwycięstwa. Na pieszo zwiedzamy:
Pałac Republiki, Ratusz, Cerkiew św. Ducha, Wielki Teatr i tak docieramy do kolejnego placu, tym razem Zwycięstwa. Stąd do naszego
auta postanawiamy dostać się metrem. Tutaj kolejne zaskoczenie. Stacja metra odnowiona i czysta, tak samo kolejki. Nie jedne miasto na
zachodzie Europy mogłoby się zawstydzić. Przy centrum jeszcze szybkie zakupy, niestety małe przez limity na granicy.


Ogólnie Mińsk zapadł nam w pamięci jako miasto pełne zabytków, rozległych placów i szerokich ulic. Obraz uzupełniają nowoczesne centra
handlowe i sportowe. Po godzinie 15:00 wyjeżdżamy z miasta. Przedmieścia szokują nas ilością budowanych obiektów oraz już wykończonych
hal i stadionów sportowych.

Droga pustoszeje, a jest to jedna z głównych tras (M6 i M7). Droga jest szeroka i w dobrym stanie. Po drodze widzimy kilka małych wiosek.
Tankujemy paliwo i około 17:30 docieramy do granicy z Litwą w miejscowości Kamienny Loh.

Na granicy spędzamy trochę ponad cztery godziny. Przed godziną 22 jesteśmy już na Litwie. Podsumowując ten krótki pobyt w kraju dyktatury
myślimy, że przeciętny turysta nie ma się czego obawiać. Oczywiście musimy pamiętać przede wszystkim by nie łamać prawa i nie rozmawiać
o polityce. Dla nas to była podstawowa zasada, bo nigdy nie wiemy z kim tak naprawdę rozmawiamy. Kontakt z (mi/po)licją, sprzedawcami
i zwykłymi cywilami oceniamy jako bardzo dobry. Ludzie życzliwi i chętni do pomocy. Kontakt bardzo ułatwiają chociaż podstawy języka
rosyjskiego. O życiu codziennym i problemach Białorusinów też mieliśmy okazję posłuchać, ale nie na terytorium Białorusi.
Do Wilna docieramy o godzinie 22:30 (według planu miało być o 16:00). Trudno, pewnie jeszcze będzie okazja zobaczyć w dzień.
Litewska stolica uchodzi za jedną z najpiękniejszych miast Europy i my odpisujemy się pod tymi słowami, bo wieczorem wygląda naprawdę
imponująco. Dodatkowy plus to zupełne pustki na ulicach. Niestety pod Ostrą Bramą obraz Matki Boskiej jest już zasłonięty.


Tuż po północy wyjeżdżamy z Wilna. W sumie po pierwszej, bo na Litwie mamy godzinę do przodu. Autostrada pusta i żeby nie usnąć
ze strachem w oczach naginamy przepisy. Gdy autostrada kończy się, szukamy noclegu. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej z motelem
o nazwie Pasienis, 250 metrów przed granicą z Łotwą. Płacimy 100 litów czyli około 120 złotych. Na noc chcemy kupić browarka,
a tu po 22:00 na Litwie nie sprzedają alkoholu na wynos.
Niedziela, 28.04 [dzień 2]
Około godziny 8:00 wyjeżdżamy. Tuż za granicą zatrzymuje nas policjant. Nie mamy pojęcia o co mu chodzi, chyba tak wyrywkowo zatrzymywał
samochody - uśmiechy i jedziemy dalej. Dokładnie o godzinie 9:00 meldujemy się w Rydze. Jest to największa stolica
z Państw nadbałtyckich. Starówka jest stosunkowo niewielka, ale za to bardzo urokliwa. Postanawiamy się jeszcze wybrać na mały spacer
klimatycznymi uliczkami Starego Miasta.


Tuż za Rygą zatrzymujemy się na chwilę w nadmorskiej miejscowości Saulkrasti. Jest ładna pogoda i chcemy zobaczymy co ma do zaoferowania
łotewski Bałtyk. Droga nazwana autostradą to w rzeczywistości szeroka jedno jezdniowa trasa ze sporym poboczem. W sumie to wystarcza,
bo ruch jest niewielki.

Do stolicy Estonii docieramy przed godziną 16:00. Tallinn zaskoczył nas różnorodnością. Wjeżdżając do miasta widzimy domki wśród drzew,
po chwili witają nas nowoczesne biurowce. Na końcu widzimy piękne Stare Miasto. Ciekawa Starówka wpisana na listę UNESCO, otoczona jest
najdłuższymi w Europie, zachowanymi murami obronnymi. Na nas to miasto robi duże wrażenie.


Po około dwu godzinnym spacerze ruszamy w stronę Rosji. Czas mamy naprawdę dobry, ale nie wiemy ile czasu zajmie nam przekroczenie
granicy, więc wolimy się nie ociągać. Na chwilę jeszcze zatrzymujemy się tuż przed granicą, aby spojrzeć na zachodzące słońce
w Zatoce Fińskiej.
Do przejścia granicznego docieramy po godzinie 20:00. Samochodów bardzo mało, ale szybko dowiadujemy się, że nie jest tak pięknie
jak nam się wydaje. Okazuje się, że na wjeździe do Narwy jest duży plac gdzie pobiera się numerek. No to wracamy i pobieramy.
Pan informuje nas, że mamy przyjechać za trzy godziny i wyświetlą nasz nr rejestracyjny. Dwie i pół godziny później wracamy na plac
i ustawiamy się w kolejce. Wybija 23:26 i wyświetla się nasz numer. Podjeżdżamy do budki płacimy kilka euro, dostajemy kwitek i zmierzamy
do przejścia granicznego. Straż Graniczna Estonii szybko nas przepuszcza. Po rosyjskiej stronie groźnie, służbowo, ale bez problemów.
Poniedziałek, 29.04 [dzień 3]
Tuż po przekroczeniu granicy jest kilka stacji paliw i tankujemy auto, ale nie wiemy co dalej. Jest ledwo po północy, tym razem za szybko
to wszystko poszło. Ze strachem w oczach ruszamy w kierunku Peterhof. Droga chwilami jest, chwilami jej brak. Dobrze, że ruch praktycznie
zamarł, bo chwilami nasza prędkość nie przekracza 10 km/h. Zatrzymujemy się na stacji. Jedna osoba czuwa, druga chwilę drzemie. Po godzinie
chłód nocy zmusza nas do dalszej jazdy. Gdy zaczyna świtać (godzina 3:30) naszym oczom ukazują się piękne nowe osiedla, ogrodzone wysokim
murem. Niektóre jeszcze w budowie.

Tuż przed godziną 5:00 docieramy do naszego pierwszego celu - Peterhof. Jest to zespół pałacowo-ogrodowy założony przez cara Piotra I.
Niestety to miejsce nas rozczarowuje, ale to nasza wina. Na zdjęciach widzieliśmy piękne budynki, ogrody i fontanny. Okazuje się,
że to za wczesna pora roku, a budynki są w remoncie. Robimy krótki obchód i przemarznięci wracamy szybko do auta.

Następny cel to oddalone o jakieś 40 km Carskie Sioło. To kolejny pałac, który jest jedną z najznakomitszych rezydencji w stylu rosyjskiego
baroku. Po raz kolejny wychodzi nasze nieprzygotowanie, bo niestety przybyliśmy tutaj akurat w ostatni poniedziałek miesiąca.

Przed godziną 8:00 docieramy do Sankt Petersburga tzn. prawie docieramy, bo korki zdają się nie kończyć. Przy okazji oglądamy pokaz
niesamowitej fantazji samochodowej wśród niektórych kierowców. Auto zostawiamy na wcześniej znalezionym parkingu strzeżonym, wsiadamy
w metro i zaczynamy zwiedzanie. Średnie humory szybko nam mijają, bo w końcu pierwsza atrakcja, która nie okazała się klapą.
Leniwie szwendamy się do popołudnia.


Po drodze zatrzymujemy się w barze przy drodze przypominający nasze bary mleczne za czasu PRL.
Na obiad dostajemy m.in. przepyszny gulasz w garnuszku oraz mielony z jajkiem i frytkami. Smakuje nam i to bardzo.
Byliśmy pełni obaw, ale skończyło się szczęśliwe i tanio. Niestety nie sfotografowaliśmy naszych potraw.
Na granicy miłe zaskoczenie. Po obu stronach dokumenty, pieczątki i nie pytając o nic, ani niczego nam nie kontrolując wjeżdżamy
do Finlandii. Na autostradzie muzyka na całego i zapałki podtrzymujące powieki. Do Helsinek docieramy około godziny 22:30.
Meldujemy się w naszym hostelu ze wspólną łazienką na korytarzu za jedyne 49 euro. Krótkie zwiedzanie centrum i idziemy spać.

Wtorek, 30.04 [dzień 4]
Wstajemy dość późno, przed godziną 9:00. Krótki objazd miasta by stwierdzić, że wieczorem wygląda lepiej. Meldujemy się przed
promem do Tallinna, który odpływa o godzinie 11:00. Za prom płacimy w sumie 100 euro. Cały dzień mija nam na drodze do Kowna.
Po drodze krótki przystanek na obiad, ponownie w tym samym fast foodzie o nazwie Hesburger.
Do Kowna docieramy o godzinie 21:00. Jest to malowniczo położone miasto w miejscu gdzie łączą się dwie rzeki. Właśnie u zbiegu
tych rzek znajduje się ścisłe centrum z wieloma zabytkami i kawiarenkami. Po około godzinnym spacerze udajemy się w dalszą drogę.

Do Kłajpedy gdzie chcemy zostać na noc docieramy tuż przed północą. Po rozczarowaniu cenowym oferowanych noclegów,
stwierdzamy, że wracamy do motelu, który widzieliśmy przy wjeździe do miasta i był to strzał w dziesiątkę. Pokoje czyste, nowe i tanie.
Płacimy około 100 złotych za pokój dwuosobowy. Nazwa motelu to Avia.
Środa, 01.05 [dzień 5]
Jakież jest nasze zdziwienie gdy wstajemy i odkrywamy, że za naszym motelem znajduje się lądowisko aeroklubu.
W Kłajpedzie wybieramy się na krótki spacer, a potem na prom i tak docieramy do Mierzei Kurońskiej, która liczy prawie
100 km długości.


Mierzeja Kurońska robi na nas duże wrażenie. Spokój, przyroda i ładne miasteczka. Przypomina nam nasz Półwysep Helski.
Warto wspomnieć, że cała mierzeja jest wpisana na listę UNESCO. Do Litwy należy 50 km, a do Rosji 47 km długości.
Oddziela Morze Bałtyckie od Zalewu Kurońskiego.

Po godzinie 12:00 docieramy do granicy z Rosją, która całe szczęście świeci pustkami. Rosyjscy strażnicy są pozytywnie nastawieni
i po krótkiej luźnej rozmowie wpuszczają nas na teren Obwodu kaliningradzkiego. Do Kaliningradu docieramy po godzinie 13:00.
W mieście widać, że dzisiaj jest 1 maja. Panuje atmosfera typowo niedzielna. Ogólnie jesteśmy mile zaskoczeni, bo niczego
szczególnego się nie spodziewaliśmy. Taka trochę inna Rosja, ale równie ciekawa. Kaliningrad to duże miasto z naprawdę ładnym placem
w centrum. Znajdziemy tutaj również dużo odrestaurowanych kamienic, a w tle budujące się nowoczesne biurowce i bloki mieszkalne.


Tak powoli kończy się nasza rosyjska przygoda, a zarazem krótki wiosenny eurotrip. Myślami już jesteśmy przy następnych podbojach
Europy, które już za półtorej miesiąca. O godzinie 16:00 docieramy do granicy. Na początku mylimy pasy i chwilę niepotrzebnie
stoimy w kolejce. Na szczęście wszystko idzie sprawnie i po przepytaniu przez naszą Straż Graniczną wjeżdżamy do Polski.
Po drodze przypadkiem odnajdujemy ładne miejsce blisko Olsztynka.

Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na obiad, a raczej już kolację. Mimo dnia wolnego od pracy droga przebiega nam spokojnie i bez
kłopotów. Do Częstochowy docieramy około godziny 23:00.
|