|     POLSKA    |     EUROPA    |     AFRYKA    |     AMERYKA    |     AZJA

Inne  |   Spis zdjęć  |   Relacje i poradnik

      Nasz trzeci podbój Europy. Tym razem 15 dni, w ciągu których zwiedzamy 11 krajów i przejeżdżamy samochodem 7805 km. Podróż tradycyjnie w dwie osoby. Wyjeżdżamy w piątek, 14 kwietnia 2013 roku.
 
Przygotowania
 
Wyjazd musieliśmy opóźnić o tydzień z powodu problemu z urlopem. Długo nie mogliśmy ustalić ostatecznego planu. Po głowie chodziła nam również Mołdawia, ale postanawiamy, że tam może wybierzemy się za rok i odwiedzimy przy okazji m.in. Krym, Kijów. Przygotowania do wyjazdu zdawały się trwać w nieskończoność: przebieg drogi, plany zwiedzania, prom, opłaty, ubezpieczenia, a w między czasie jeszcze krótki wyjazd na wschód Europy.
 
Piątek, 14.06 [dzień 1]
 
Ruszamy po godzinie 15:00 z Częstochowy. Decydujemy się jechać przez Czechy, potem przez Bratysławę i tak docieramy do Węgier. Pierwsze miasto w planie naszej wycieczki to Gyor, do którego docieramy już po godzinie 22:00. Miasto odznacza się piękną barokową architekturą oraz otrzymało nagrodę za wkład w ochronę dziedzictwa historycznego.
 
 
 
Przed wyjazdem w dalszą drogę nie udaje nam się znaleźć naszego ulubionego langosza i musimy zadowolić się fast foodami. Zatrzymujemy się na stacji paliw około 25 km przed granicą z Serbią i udajemy się na kilku godzinny sen w samochodzie.
 
Sobota, 15.06 [dzień 2]
 
Przejście graniczne mijamy dość szybko. Jako pierwsze w Serbii odwiedzamy miasto Novi Sad, w którym meldujemy się o godzinie 9:00. Najważniejszym zabytkiem miasta jest twierdza Petrovaradin, z której rozciąga się ładny widok na rzekę Dunaj i centrum miasta.
 
 
 
Następnie udajemy się do Belgradu. Po prawie cztero godzinnym spacerze zapamiętamy je jako miasto kontrastów, w którym piękne tereny zielone kontrastują z pomnikami socjalizmu. Zamiast obiadu decydujemy się na pyszny burek czyli placki z nadzieniem w środku. Wybieramy z białym serem i szpinakiem oraz z mielonym mięsem i warzywami.
 
 
 
 
Około godziny 16:00 przekraczamy granicę z Rumunią. Panowie są trochę zdziwieni naszą obecnością, ale na szczęście chyba uznają nas za turystów i przepuszczają dalej. Niektóre auta, które stoją na placu obok widać, że są dość szczegółowo sprawdzane. Około godziny 20:00 zatrzymuje nas Policja. Twierdzą, że 5 km wcześniej jechaliśmy 127 km/h na dozwolone 100 i wyprzedzaliśmy na zakazie. Mamy spore wątpliwości czy tak było, bo jechaliśmy w grupie aut. Mandat okazuje się dość niski, bo 300 lei, a jak zapłacimy w przeciągu dwóch dni to 150 lei czyli niecałe 150 złotych. No trudno, aniołkiem na pewno nie byliśmy, ale za nami akurat zatrzymują kolejne auto na zagranicznych numerach. Pan z tego auta mówi do nich coś w ich języku i auto jedzie dalej.
 
Do Sybina (Sibiu) docieramy tuż przed godziną 21:00. Mieliśmy je zwiedzić jutro, ale jest ładna pogoda, zachodzące słońce i pełno imprez, więc postanawiamy je zwiedzić dzisiaj.
 
 
 
Około godziny 22:00 jedziemy dalej. Ujeżdżamy zaledwie 20 km za miasto i zatrzymujemy się w motelu przy drodze. Za naprawdę duży i komfortowy apartament płacimy 20 euro.
 
Niedziela, 16.06 [dzień 3]
 
Rano ruszamy w kierunku zamku w Bran, który reklamowany jest jako zamek Drakuli. Jednak tak naprawdę nie ma nic z nim wspólnego. Decydujemy się na zobaczenie zamku i żałujemy, bo nic ciekawego tam nie ma. Za nim dotarliśmy do Bran mijaliśmy dużo malowniczych dolin i wiosek.
 
 
 
13 km dalej znajduje się następny zamek, tym razem w Rasnov. Ten nam się dużo bardziej podoba i jest w pewnym rodzaju wyjątkowy bowiem jest to zamek chłopski czyli zbudowany przez mieszkańców okolicznych wiosek.
 
 
 
Kolejny nasz cel znowu znajduje się niedaleko, bo 25 km. Decydujemy się jechać drogą dłuższą przez góry, dzięki temu podziwiamy ładne widoki. Centrum Braszowa (Brasov) jest malowniczo wciśnięte pomiędzy zalesione wzgórza. Szczególnie ciekawym miejscem jest doskonale zachowana starówka, z budynkami reprezentującymi różne style. Postanawiamy zostać tutaj trochę dłużej i zjeść obiad.
 
 
 
W dalszą drogę ruszamy po godzinie 13:00. Do następnej atrakcji mamy około godzinę drogi. Krajobraz robi się jeszcze bardziej górzysty. W ładnej scenerii docieramy w okolice miasteczka Sinaia do tak zwanej perły Karpat z dwoma pięknymi pałacami, które dawniej były letnią rezydencją królów Rumunii.
 
 
 
Po godzinie 15:00 temperatura przekracza 35 stopni, a około godziny 17:00 docieramy do Bukaresztu. Gdyby nie była to stolica kraju to pewnie byśmy tutaj nie zawitali. Kiedyś nazywane było "Paryżem Wschodu", niestety byłe władze komunistyczne doprowadziły do jego totalnej ruiny i upadku, pozostawiając w zamian kilka stworów socjalizmu.
 
 
 
Na koniec próbujemy zapłacić mandat jednak jest niedziela, a to okazuje się dużym problemem. Ciekawe czy w ogóle doszedłby do Polski, ale dla spokoju chcemy zapłacić. Na stacji paliw spotykamy biznesmena, który zgadza się nam pomóc. Dajemy Panu trochę wyższą kwotę niż mandat i liczymy na uczciwość. Nie są to jakieś duże pieniądze, więc postanawiamy zaryzykować. Wkrótce na email dostajemy potwierdzenie wpłaty.
 
Po godzinie 20:00 wjeżdżamy do Bułgarii okazałym mostem nad Dunajem. Za przejazd mostem płacimy 6 euro. Za następny cel zwiedzania i zarazem nasz nocleg obieramy Wielkie Tyrnowo (Veliko Tarnovo), do którego docieramy o godzinie 22:00. Kilka zdjęć nocnej scenerii i kładziemy się spać. Za hotel w zabytkowej części miasta płacimy 50 lev czyli około 110 złotych.
 
Poniedziałek, 17.06 [dzień 4]
 
Rano półtorej godzinny spacer po wzgórzu Carewec, które otoczone jest murami ruin średniowiecznego zamku. Wielkie Tyrnowo to jedno z najstarszych miast w Bułgarii.
 
 
 
Tuż po godzinie 12:00 docieramy do miasta Plovidiv, którego wiek powstania jest porównywalny do wieku Troi. Miasto cechuje się ładnym małym Starym Miastem oraz dobrze zachowanym antycznym amfiteatrem, który mógł pomieścić 7000 osób. Upał znowu daje znać o sobie i siadamy na chwilę w zacienionej kawiarni z widokiem na amfiteatr.
 
 
 
Po drodze zatrzymujemy się w dużej restauracji przy autostradzie. Okazuje się, że to bardzo fajne miejsce, gdzie możemy zjeść lokalne specjały. Koszt obiadu to niecałe 14 lev czyli około 30 złotych za dwie osoby. W końcu docieramy do miasta mądrości, tzn. w tłumaczeniu z greckiego Sofia znaczy mądrość. Zwiedzanie zaczynamy od Soboru św. Aleksandra Newskiego, do którego fajnie da się dojechać autem. Potem spacer po ploshtad Nezavisimost czyli reprezentacyjnej ulicy miasta. Na koniec jedziemy zobaczyć Cerkiew Bojańską, która znajduje się na przedmieściach miasta. Sofia to naprawdę ładna stolica, pełna romantycznych zakątków, kawiarni zachęcających zapachami oraz zaludnione bulwary, sklepy i galerie.
 
 
 
 
Około godziny 18:00 wjeżdżamy do Macedonii. Jedziemy w kierunku Skopje, ale gdy docieramy na przedmieścia zmieniamy zdanie i kierujemy się w stronę Kosowa. Około godziny 19:30 przekraczamy granicę wykupując obowiązkowe ubezpieczenie auta za jedyne 30 euro. Jedziemy zobaczyć Prisztinę, która okazuje się jednym wielkim placem budowy - powstaje wiele nowych budynków, placów, restauracji. Wieczorem liczne kawiarnie i restauracje są wręcz oblężone niczym inne duże europejskie miasta. Wracając już po zmroku nagle krzaki przy drodze zaczynają świecić, błyskać. Na środek drogi wyjeżdża policja i zatrzymuje auto przed nami. Dalej do granicy docieramy już bez przygód.
 
 
 
Przed północą docieramy do Skopje i jesteśmy w szoku jak wygląda. Centrum jest bardzo ładnie odnowione, oświetlone, a uroku dodają mu liczne fontanny. Jesteśmy już mocno zmęczeni, ale tak nam się podoba, że jeszcze długo się ociągamy. Szukając noclegu postanawiamy wyjechać kawałek za centrum. Tutaj doznajemy kolejnego szoku, ale cenowego. Ceny od prawie 40 do 60 euro za noc. Fajnie, że większość z basenem, tylko on nam nie jest do niczego potrzebny. W końcu decydujemy się na hotel 3* ze śniadaniem za 50 euro.
 
 
 
Wtorek, 18.06 [dzień 5]
 
Rano dość szybko wstajemy, jemy wspomniane śniadanie i jedziemy jeszcze na chwilę zobaczyć centrum. Docieramy tuż po godzinie 9:00, a słońce już nieźle przypieka. Wyjeżdżając ze Skopje podjeżdżamy zobaczyć jeszcze akwedukt.
 
 
 
Jadąc wśród pięknej scenerii gór i lasów około godziny 13:00 docieramy w okolice Jeziora Ochrydzkiego, gdzie zostajemy do wieczora. Zarówno miasto Ochryd, jak i samo jezioro zostały wpisane na listę UNESCO. Jezioro ma niesamowicie czystą i przejrzystą wodę - jest to jeden z największych na świecie zbiorników wody pitnej. Za piwo przy plaży płacimy 200 denarów czyli około 14 złotych. Potem w centrum miasta mamy do wyboru zestawy obiadowe od 100 do 250 denarów, a piwo w sklepie kosztuje 30-50 denarów.
 
 
 
Na koniec pobytu robimy duże zakupy i przy zachodzie słońca opuszczamy Ohrid. Jedziemy w kierunku granicy z Grecją, a za cel obieramy Saloniki. Mamy w sumie do przejechania około 290 km, więc spokojnie nie spiesząc się dojeżdżamy do granicy. Panowie są trochę zdziwieni naszą obecnością, ale bez zbędnego ociągania przepuszczają nas dalej. Na parkingu przy autostradzie zatrzymujemy się na drzemkę. Jest ciepło, więc zadowoleni uchylamy szyby i kładziemy się spać. Niestety komary bezlitośnie nas atakują. Gdy zamykamy szyby ukrop nie daje spać. Trudno jedziemy dalej. Po drodze na bramce autostradowej Pani informuje nas, że kartą za przejazd nie można płacić. Na następnym parkingu taka sama sytuacja. Za nami zatrzymują się policjanci. Po chwili wyskakują z auta, machają kartkami, wsiadają i z piskiem opon odjeżdżają dalej.
 
Środa, 19.06 [dzień 6]
 
Przed godziną 7:00 docieramy do Salonik. Krótko podsumowując miasto ładnych zabytków, jednak samo miasto naszym zdaniem odstrasza. Gęsta zabudowa i czystość nie są atutami tego miasta. Szybki obchód chwilami z zatkanym nosem i ruszamy dalej.
 
 
 
Około południa docieramy do Meteora. Są to klasztory wybudowane na wysokich piaskowych ostańcach. Zbudowane zostały w XI wieku, a głównym celem budowy było całkowite odosobnienie. Miejsce nam się bardzo podoba. Dużo punktów widokowych i samych obiektów. Dzięki czemu duża liczba turystów, nie przeszkadza w zwiedzaniu i przemieszczaniu się. Największym utrapieniem okazuje się upał.
 
 
 
Około godziny 17:00 docieramy do miasta Igoumenitsa nad Morzem Jońskim. Stąd o godzinie 1:00 mamy prom do Brindisi we Włoszech. Najpierw kupujemy bilet na prom za 132 euro, a następnie udajemy się kawałek za miasto gdzie odpoczywamy i chwilę pływamy w morzu. Słońce zachodzi dopiero po godzinie 22:00. Temperatura dalej prawie 35 stopni. Szukamy knajpki na kolację. Okazuje się, że ciężko o menu w języku angielskim, a za dania z napojami dla dwóch osób musielibyśmy zapłacić prawie 50 euro. Dodatkowo prawie wszystkie stoliki zajęte przez roześmianych Greków. Ładny mają kryzys, a nam karzą zaciskać pas, by ratować kolegów Greków. Zjadamy kebaby z budki. We Włoszech odbijemy sobie krzywdy! Tankujemy auto do pełna i ustawiamy się w kolejce na prom.
 
 
 
Prom odpływa z opóźnieniem. Naszą uwagę przykuwają Cyganie, którzy mają dosłownie dom na kółkach. Rozciągają przedłużacze, wyciągają poduszki, koce i opanowują prom. Dobrze, że przyjechali tylko dwoma samochodami. My też staramy się znaleźć swój kąt na promie. Jednak jest to trochę ciężkie, bo siedzenia niewygodne, a czystość na promie taka sobie.

Koniec części pierwszej.

EUROTRIP '2013 - południe
 
czas: czerwiec 2013 r.
 
dystans: 7805 km

Odwiedzone miejsca:
 
Gyor, Novi Sad, Belgrad, Sybin, Bran, Rasnov, Brasov, Sinaia, Bukareszt, Veliko Tarnovo, Plovdiv, Sofia, Kosovo, Skopje, Ohrid, Saloniki, Meteory, Alberobello, Matera, Kalabria, Neapol, Pompeje, Wezuwiusz, Rzym, Watykan, Pisa, Florencja, Siena, San Leo, San Marino, Sirmione, Verona, Graz, Melk, Krems an der Donau, Kreuzenstein, Lednice, Kromeriz

Odwiedzone kraje:
 
1. Węgry
2. Serbia
3. Rumunia
4. Bułgaria
5. Macedonia
6. Grecja
7. Włochy
8. Watykan
9. San Marino
10. Austria
11. Czechy