Część druga:
Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano długo zastanawialiśmy się nad wycieczkami. Początkowo planowaliśmy płynąć na czterogodzinny rejs
z Husavik za 12480 koron za osobę. Strona: www.northsailing.is.
Jednak po przeczytaniu kilku opinii mamy wątpliwości czy nie za wczesna pora roku na taki rejs, a zarazem czy zobaczymy to co chcemy
zobaczyć. Nie zależy nam na wielorybach tylko na maskonurach. Czytamy o dwóch miejscach za miastem Husavik gdzie można spotkać te
ptaki o różnych porach roku. Na wszelki wypadek i z ciekawości rezerwujemy rejs na maskonury z Reykjaviku. Cena po wcześniejszej
rezerwacji wynosi 4500 koron za osobę. Strona: www.specialtours.is.
Tak nastał nasz trzeci dzień pobytu na Islandii. O godzinie 9:00 zostawiamy wpis w księdze gości i ruszamy z nadzieją zobaczenia
maskonurów. Tuż za Husavik zatrzymujemy się w kilku miejscach i na zoomie aparatu próbujemy zobaczyć co to za ptaki. Niestety nic
nie udaje nam się zobaczyć i po godzinie poszukiwań ruszamy dalej. Objeżdżamy cypel i pojawiają się spore klify. Jest parking
to zatrzymujemy się. Gdy podchodzimy do krawędzi nie wierzymy własnym oczom. Dziesiątki maskonurów prawie na wyciągnięcie ręki.
Jedne latają, drugie bacznie nam się przyglądają ze swoich półek skalnych. Ptaki rzeczywiście są przepiękne. Miejsce okazuje się
fantastyczne do oglądania maskonurów, jednak jest też bardzo niebezpieczne. Trzeba cały czas uważać, żeby nie podejść za blisko
krawędzi lub żeby nie osunęła się ziemia, bowiem klif ma kilkadziesiąt metrów wysokości. GPS: 66°08'17.0"N 16°57'12.1"W


Wracając zatrzymujemy się na chwilę w Husavik przy punkcie wulkanizacji. Niestety mamy pecha, bo nikogo nie ma i nikt nam nie potrafi
powiedzieć dlaczego. Szkoda tracić czasu i jedziemy dalej. Dojeżdżamy do Hverarond czyli źródeł geotermalnych na pustyni. Widok
fajny, ale zapach już niekoniecznie.

Następnym punktem jest położone parę kilometrów dalej jezioro tuż obok wulkanu Krafla. Okazuje się, że droga jest odśnieżona do pewnego
momentu i musimy dalej iść na nogach. Przez zimę jeziora również nie udaje nam się zobaczyć, ale widok jest równie ciekawy.

Około godziny 14:00 docieramy do Myvatn Nature Baths. Po zniżce za bilety płacimy w sumie 5000 koron i możemy rozkoszować się kąpielą
w temperaturze 36-40 stopni. Cały Kompleks jest zadbany, jest również sauna, nowoczesne szatnie i natryski.
Strona: www.myvatnnaturebaths.is.
Według nas jest to dobra alternatywa dla drogiej i zatłoczonej Blue Lagoon Iceland. Poza tym mamy fajny widok na Jezioro Myvatn.

Odpuszczamy samo jezioro much (Myvatn). Wiemy, że jest piękne, ale nam się już nie chce, a poza tym pewnie o tej porze roku i tak nie
jest tak ciekawe jak latem. Jako, że dzień na Islandii nie może się obyć bez choćby jednego wodospadu to po drodze odwiedzamy Godafoss.
Jest to jeden z najbardziej spektakularnych wodospadów w Islandii. W płaskim terenie rzeka spada w głębiny kanionu. Hałas jest ogromny.
Ciekawe jest to, że praktycznie każdy wodospad jest zupełnie inny i prawie każdy warto zobaczyć.

Wieczorem docieramy do miasta Akureyri. Tutaj robimy zakupy, naprawiamy oponę i mamy nocleg. W warsztacie Pan przeciera oczy ze zdumienia
i pyta się co my chcemy naprawiać. Cena za usługę to 2000 koron czyli około 54 złotych. Dowiadujemy się też, że jutro jest prawie
wszystko zamknięte, więc robimy większe zakupy. Hostel okazuje się przyjemnym rozbudowanym domkiem jednorodzinnym, w którym każdy coś
gotuje lub piecze. Za nocleg płacimy około 230 złotych.
Czwartek, 01.05 [dzień 6]
Po godzinie 7:00 opuszczamy Akureyri i kierujemy się na koniec półwyspu Trollaskagi. Po drodze przejeżdżamy przez kilka tuneli i mijamy
ładne miasteczka. Droga bardzo ciekawa pod względem widoków, także jesteśmy zadowoleni, że zdecydowaliśmy się pojechać na około.


Podziwiając zmieniające się widoki docieramy do kolejnej atrakcji Glaumbaer. Jest to osiedle domków pokrytych torfem. Szczerze na nas
robi takie średnie wrażenie.

Następna atrakcja również okazuje się taka średnia. Deildartunguhver to jedno z największych gorących źródeł na świecie. Jednak samo
miejsce nie jest szczególnie ciekawe jak dla nas.

Około 20 km dalej znajdują się ładne wodospady Hraunfossar i Barnafoss, które wypływają spod lawy Hallmundarhraun. Pierwszy z nich
to ponad sto małych strumyków. Według przewodników drugi z wodospadów wygląda najefektowniej wiosną lub wczesnym latem ze względu
na silny nurt wody. Dodatkowego uroku dodaje im kolor wody, a ścieżki i pomosty zdecydowanie ułatwiają zwiedzanie tych cudów natury.

Jako ostatni tego dnia odwiedzamy Glymur czyli najwyższy wodospad w Islandii mierzący 200 metrów. Wodospad spada do wąskiego wąwozu.
Niestety z daleka widać tylko jego szczyt. Z góry można zobaczyć go w całości, ale niestety tylko z jednej strony. Na szczyt wchodzi się
malowniczą i ciekawą ścieżką z atrakcjami. Jednak jedna z atrakcji ulega awarii. Mostek prowadzący na drugą stronę rzeki jest uszkodzony
i nie możemy przedostać się. Na szczyt więc docieramy nie po tej stronie co powinniśmy, ale widoki i tak zapierają dech w piersiach.
Ostatnia atrakcja prawie zaliczona.

Wieczorem docieramy do Reykjaviku. Tak kończy się nasz objazd dookoła Islandii. Kilka sklepów jest otwartych, więc robimy zakupy.
Niektóre już na drogę do domu, pamiętając, że mamy tylko bagaż podręczny. Kupujemy również suszone ryby i podobne przysmaki, choć
nam tak średnio przypadły do gustu. Oczywiście jak zwykle spotykamy Prince Polo tym razem w promocji na wielkim stojaku.
Nocleg mamy w dużym hostelu The Capital-Inn. Za noc płacimy około 230 złotych, ale tym razem mamy ze śniadaniem. Wi-Fi jak zwykle
dobrze działa i za darmo. W pokoju mamy tylko umywalkę. Łazienka wspólna na korytarzu. Wieczorem robimy porządek w aucie i naszych
walizkach. Trochę nam to zajmuje czasu, ale w końcu udaje się zmieścić z powrotem do dwóch walizek, czytaj bagażu podręcznego.
Piątek, 02.05 [dzień 7]
Na śniadaniu spotykamy Polkę, która od kilku lat mieszka w Islandii. Opowiada nam o codziennym życiu i o Polakach mieszkających na wyspie.
Hostel opuszczamy po godzinie 9:00. Około godziny czasu spacerujemy po centrum Reykjaviku. O godzinie 10:30 mamy godzinny rejs na
oglądanie maskonurów. Przy kasie okazuje się, że jest jakiś błąd i nie widzą naszej płatności. Umawiamy się, że zapłacimy jeszcze raz,
a ewentualną podwójną płatność nam zwrócą. Rejs taki sobie, maskonurów jest setki, ale nie widać ich tak dobrze jak nam udało się zobaczyć.

Po rejsie powoli kierujemy się w stronę lotniska. Po drodze myjemy auto (myjnie są darmowe), zmieniamy koła (zapasowe chowamy, i zakładamy
naprawione koło), tankujemy paliwo. W sumie na paliwo w Islandii wydajemy około 990 złotych. Tak docieramy do punktu oddawania samochodów
przy lotnisku. Wylewamy swoje żale na temat ogumienia, a tu kolejne rozczarowanie, nie zgadza się cena wynajmu za auto. Cena na umowie
wynosi o około 20000 koron za dużo. Po naszej reklamacji zmieniają cenę, która po przeliczeniu wynosi około 210 euro (34000 koron).
Na lotnisku jeszcze wymieniamy parę euro na korony, bo przez cały pobyt nie widzieliśmy ich waluty. Kupujemy parę butelek wody, a resztę
koron zostawiamy na pamiątkę. Tak, woda - jej smak jest niepowtarzalny i nigdzie w Europie nie smakowała nam tak zwykła woda.
Tak kończy się nasza przygoda w Islandii, w miejscu które nas oczarowało i zapadło głęboko w pamięć. To prawdziwy cud natury, w którym
pogoda i pory roku zmieniają się jak zaczarowane, przynajmniej w tym okresie co my byliśmy. Samolot wylatuje zgodnie z rozkładem czyli
o godzinie 15:40. Lecimy 3:10 plus 2 godziny zmiany czasu, więc w Kopenhadze lądujemy o godzinie 20:50.

Lotnisko, parking - idzie nam dość sprawnie i szybko pojawiamy się na autostradzie. Zatrzymujemy się na jednej ze stacji aby pozbyć się
ostatnich duńskich koron. Na prom docieramy o godzinie 23:30. Tym razem będziemy płynąć na trasie Rodby - Puttgarden. Nie rezerwowaliśmy
tego promu przez co płacimy normalną stawkę czyli około 310 złotych. W Niemczech gdy tylko dojeżdżamy do autostrady, zatrzymujemy się
na pierwszej stacji benzynowej i idziemy spać.
Sobota, 03.05 [dzień 8]
Budzi nas dopiero świt. Auto zostawiamy na parkingu przy kolejce metra na obrzeżach Hamburga. W centrum meldujemy się o równej 6:00 rano.
Jest bardzo spokojnie, ludzi prawie brak. Spacer zajmuje nam ponad dwie godziny, podczas którego kupujemy świeże wypieki i obserwujemy
jak powoli budzi się miasto. Centrum i port jest naprawdę ładne. Wyjeżdżając z miasta stajemy jeszcze w markecie i kupujemy piwo oraz łakocie.


Z Hamburga kierujemy się nad nasz Bałtyk, a dokładnie do Darłówka, do którego mamy około 600 km. Chcemy tam się dostać jak najszybciej,
więc wciskamy pedał w podłogę i na ile nasze auto pozwala i znaki na autostradzie pędzimy w stronę Polski. Przed granicą niemiecka
autostrada zaczyna się drastycznie pogarszać. W Polsce to już w kratkę, nowe odcinki przeplatają się z mocno wysłużonymi.
Droga przebiega generalnie bez problemów i we wspomnianym Darłówku meldujemy się tuż przed godziną 14:00. No prawie bez problemów.
W domu dostajemy list od Straży Miejskiej Karlino, że w terenie zabudowanym Kozia Góra nasza prędkość wyniosła 65 km/h i za zdjęcie
pięknie błyszczącego auta zrobionego od tyłu musimy zapłacić 50 złotych.
Pojechaliśmy do Darłówka, bo tutaj zaczęła swój wypoczynek w sanatorium nasza babcia. Przy okazji podrzuciliśmy część jej bagażu,
który zabraliśmy jeszcze z domu. Dopisuje nam ładna pogoda. Siadamy w jednej ze smażalni, zamawiamy rybkę, do tego piwo. W końcu trochę
odpoczynku. Na nocleg zostajemy w jednym z ośrodków. Płacimy 120 złotych ze śniadaniem za dwie osoby.


Niedziela, 04.05 [dzień 9]
Cały dzień spędzamy na spacerach przy plaży lub w okolicach portu. Na obiad ponownie meldujemy się w smażalni ryb. Mimo weekendu
majowego wcale nie ma dużo osób. Od rybaków kupujemy rybki i po godzinie 19:00 ruszamy w drogę do domu. Przed nami około 575 km.
Do autostrady prowadzą raczej boczne drogi, więc dość szybko udaje nam się przemieścić. Na autostradę wjeżdżamy przed Grudziądzem.
Ruch zwiększył się, ale na szczęście na bramkach przed Toruniem kolejka jest mała. Łódź też udaje nam się pokonać bez problemów.
Do domu zajeżdżamy bez kłopotów z perspektywą kilku godzinnego snu przed pobudką do pracy.
|